Nasza strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce.
Witamy jest, 23/11/5766 15:11:47 + Twój Profil             
 
 


Rozdziały
- Wstęp
- Podróż, Antelao
- Cortina, Pomagagnon, Sorapiss
- Tofany, Cortina


Szybki link
- Strona główna
- Aktualności
- Relacje
- Galerie
- Przewodnik
- Forum

- O nas
- Oferta
- Kontakt


Autor : Rafał Dubiel
 
Kronika - Tofany, Cortina
 
16.07-Czwartek - Dzień relaksu, nadrabiamy zaległości żywnościowe (zakupy w Supermercato Standa ok. 15000L). Lekcje włoskiego.

17.07-Piątek - Od rana piękna pogoda - opalamy się, kąpiemy w basenie - woda czyściutka ale bardzo zimna. Dzisiejszy temat wiodący to jutrzejsza wyprawa na Tofane di Mezzo. Wybieramy właśnie ten szczyt a nie sławniejszą Tofana di Rozes, przede wszystkim ze względu na fakt, że wejście na T. di Rozes odbywa się w jednym odcinku w długim tunelu gdzie niezbędne są czołówki. My niestety posiadamy tylko jedną. Prawdę mówiąc wszyscy się trochę obawiamy, w końcu jest to jedno z trudniejszych wejść.

Fot. Piotr Radwan; Alek i Rafał w drodze na Tofane di Mezzo


18.07-Sobota - O godz. 6:00 wyruszamy szlakiem w kierunku Rifugio Dibona (2050 m n.p.m.), następnie zakosami w kierunku Rifugio Pomedes (2341 m n.p.m.). Tutaj ok. godz. 9:30 rozpoczynamy bardzo trudną wspinaczkę via ferrata G.Olivieri na szczyt Tofana di Mezzo (3244 m n.p.m.). Tutaj ponownie poznajemy zalety uprzęży i kasku. Trasa bardzo wyczerpująca, z bardzo dużym nachyleniem terenu. Jest jeden szczególnie niebezpieczny moment kiedy trzeba zaufać sile swoich rąk i przetrawersować przez pionową ścianę ok. 6 m nad 800 metrową przepaścią! Po drodze spotykamy bardzo miłych starszych ludzi, jak się okazuje - parę Niemców. Po krótkiej rozmowie dowiadujemy się, że kobieta osobiście wspinała się z Wandą Rutkiewicz. Na szczycie Tofany jesteśmy ok. 14:30. Jemy, robimy zdjęcia i ... zamierzaliśmy schodzić pieszo (ale najpierw trzeba jeszcze wejść na Tofane di Dentro 3238 m n.p.m., ponieważ tak biegnie szlak, co zajęłoby nam z pewnością ok. 2,5 h). Po zastanowieniu decydujemy się zjechać najtrudniejszy odcinek kolejką (ostatnią tego dnia) do Ra Valles 2470 m n.p.m. (8000L). Potem kontynuujemy zejście do Cortiny. Na Campingu jesteśmy bardzo zmęczeni ok. godz. 19:30. Kolejka linowa okazała się dla nas zbawieniem, ponieważ zaoszczędziliśmy ok. 4 h wyczerpującej wędrówki. Ja i Alek doznaliśmy kontuzji, zatem dłuższa droga mogłaby być niebezpieczna.

Fot. Piotr Radwan; od lewej: Tofana di Rozes, Tofana di Mezzo, Tofana di Dentro


19.07-Niedziela - Nadrabiamy braki wody, jedzenia i odpoczywamy nad basenem. Wieczorem spotykamy w Cortinie bardzo sympatyczną parę Polaków - Ole i Radka, studentów psychologii z Katowic. Wracamy z nimi na Camping i przy piwku miło spędzamy czas.

20.07-Poniedziałek - Kolejny dzień odpoczynku. Rozmowy, opalanie się nad basenem. W Cortinie starając się polepszyć moją znajomość języka włoskiego kupuję książkę "Racconti Italiani". Na jutrzejszy dzień planujemy krótki wypad w góry.

21.07-Wtorek - Dzisiaj odbywamy przyjemną, malowniczą wedrówkę. Przy rewelacyjnej pogodzie wyruszamy z Campingu o godz. 8:30 szlakiem w kierunku Rifugio Croda da Lago (G.Palmieri) 2046 m n.p.m. Mijamy pasące się "Milki". Bardzo piękne jeziorko położone u podnóża gór. Szczególnie pięknie widoczny jest szczyt La Rochetta. Spokój, cisza, odpoczynek, refleksja... Schodząc z powrotem do Cortiny widzimy jeszcze małe jeziorko Lago Aral (1412 m n.p.m.). Piękno w środku lasu! 6 h wędrówki. Teraz odpoczynek, basen, pranie, zakupy w centrum Cortiny. Wieczorem poznajemy parę młodych ludzi z Warszawy - Ewę i Andrzeja. Opowiadamy o podróżach, wymieniamy doświadczenia. Andrzej, który dużo podróżował stopem daje kilka cennych rad Alkowi i Julii.

22.07-Środa - Rano Julia i Alek wyruszają w powrotną drogę do Polski stopem. Powoli kończy się ten ciekawy wyjazd. Trzeba pożegnać te urokliwe góry, może jeszcze tutaj wrócimy?! Wieczorem siedzimy wraz z Ewą i Andrzejem przy piwku i wspominamy (każdy o swoich) wyprawy. Ewa i Andrzej też mają bardzo bogaty bagaż doświadczeń, jeżeli chodzi o podróżowanie. Podają nam przepis na grecką Grappe, opowiadają m.in. jak jechali promem z Brindisi (miasteczko na południu Włoch, bardzo niebezpieczne) do Grecji.

23.07-Czwartek - Dzisiaj rano nasi znajomi pojechali kolejką na Tofane di Mezzo, pożegnaliśmy się. My po skorzystaniu z wspaniałej kąpieli w basenie opuszczamy Camping i udajemy się z bardzo ciężkimi plecakami do centrum Cortiny. Na dworcu autobusowym zaraz mamy autobus do Calalzo (4300L). W Calalzo jesteśmy o godz. 14:50 a pociąg do Wenecji mamy dopiero jutro o 9:50! Co robić? Idziemy nad malownicze jeziorko, jemy sobie melony i miło spędzamy czas. Śpimy w lesie nad jeziorem. Bardzo przyjemnie tylko w nocy ok. godz. 3:00 zaczyna padać deszcz, chowamy się pod wielkie drzewo i śpimy spokojnie do rana.

24.07-Piątek - Wstajemy ok. godz. 7:00, śniadanie, idziemy na Dworzec, odjazd pociągu według planu o 9:50 (12000L). W Wenecji jesteśmy o godz. 12:25, zostawiamy bagaże w depozycie (5000L/szt) i wyruszamy na zwiedzanie sławnego miasta-wyspy. Wenecja faktycznie jest urocza - gondole, wąziutkie uliczki, ponte czyli małe mostki nad kanałami, San Marco ale oprócz tych wspaniałości - drożyzna, upał, masa turystów etc. O godz. 17:00 jedziemy do Mestre, tutaj ostatnie zakupy na prowiant i od godz. 18:00 oczekujemy na autobus.

Tutaj zaczyna się odrębna historia związana z podróżą autokarem firmy przewozowej Trans Service z Katowic. Po pierwsze z przyczyn niezawinionych (korek lub wypadek na autostradzie) autobus spóźnia się do Wenecji o ponad 2 h. Po godz. 21:00 wyjeżdżamy wreszcie z Mestre. Początkowo podróż przebiega bez zakłóceń, chociaż możemy mówić o szczęściu, że nie siedzimy z tyłu (zepsuł się jakiś klimatyzator i na jednego gościa lała się cały czas woda). Poważne kłopoty rozpoczęły się w okolicach granicy austriacko-czeskiej. Nie jestem mechanikiem autobusowym ale domyślam się, że zepsuła się chłodnica. Od tej pory nasz autobus był zatrzymywany co 20,30 km aby ugasić wrzątek. Kierowcy wlewali non-stop wodę, wyglądało jakbyśmy jechali na wodę. Poza tym wielkie dymy pary uniemożliwiały jazdę. Najgorsze, że kierowcy nie raczyli nawet poinformować o zaistniałej sytuacji pasażerów. Chodzili tylko z butelkami po wodę. Skandal, że pomimo przedłużającej się jazdy nie zaproponowali nawet kubka herbaty! Wreszcie po wielkich trudach dotarliśmy do Cieszyna gdzie czekaliśmy na "nowy" autobus kolejną godzinę. W efekcie w Krakowie byliśmy o godz. 17:30, 25 lipca czyli 7 h spóźnienia! Bez komentarza!
 
   
wstęp  |  1  |  2  |  3
Strony przygotował Michał Kalisz
Regulamin Cookies
Ciekawe strony o górach
Beskidy - Noclegi, Kwatery - Ustroń, Szczyrk, Wisła         Góry w Polsce