Nasza strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce.
Witamy jest, 25/11/4997 15:11:59 + Twój Profil             
 
 


Rozdziały
- Wstęp
- Dzień pierwszy
- Dzień drugi
- Dzień trzeci
- Dzień czwarty
- Dzień piąty
- Mapa


Szybki link
- Strona główna
- Aktualności
- Relacje
- Galerie
- Przewodnik
- Forum

- O nas
- Oferta
- Kontakt


Autor : Dariusz T. Oczkowicz
 
31 maja 2002
 
Budzimy się i nie ma się co zastanawiać: spalona skóra parzy, buty mokre i zimne. Przypuszczam, że większość osób właściwie zrezygnowała by z dalszej akcji, bo wiadomo co grozi przy lekceważeniu silnego porażenia słonecznego. Ale myśli o powrocie nawet nie dopuszczamy. Właściwie brakuje nam tylko kremu przeciwsłonecznego...

Schodzimy w dół do Colfosco. Pogoda jest dalej piękna, mimo że nasze zdanie na temat piękna słonecznych dni uległo od wczoraj pewnej weryfikacji. Jeszcze pocieszamy się możliwością zakupów jedzenia, chłodnego piwka, może nawet dobrego obiadu, ale nasz nastrój nie jest najlepszy. Czasu mamy nie wiele, nataszczyliśmy się, by już przez następne dni nie schodzić w doliny, a tymczasem marnujemy czas na obiad w towarzystwie niemieckich motocyklistów oblegających co weekend włoskie serpentyny. Już w południe wracamy do naszego biwaku. Tam, na górze, odpoczywa się jednak dużo lepiej. Niestety dobrego sunblockera w Colfosco dostać się nie dało, teraz posiadamy tylko krem przeciwsłoneczny - dwunastkę. Czy to wystarczy? Przynajmniej nie chcę zastanawiać się zbyt głośno; wiem że moja skóra sobie z tymi poparzeniami poradzi. Popęka, wyschnie i po tygodniu, dwóch, odpadnie wielkimi płatami, a potem zostanie tylko lekkie zaczerwienienie na parę miesięcy. To nic. Ale stan zdrowia Agnieszki zaczyna mnie powoli martwić. Jeszcze staram się rozluźnić jej niepokój kilkoma mniej lub więcej niezręcznymi żartami, ale widzę, że oberwała więcej ode mnie i jeśli jej stan się przynajmniej nie ustabilizuje, to wejście w ścianę może stać się poważnym ryzykiem.

W ścianę? Tak. Wczorajszy rekonesans był także ze względu na topografię bardzo pouczający. Wiemy już, że wyjścia w wyższe partie, to wspinaczka typowo zimowa. Właściwie jesteśmy i na to przygotowani, ale stan stoków i ilość śniegu nie dopuszczają szybkich zejść, co uniemożliwiało by powrót do biwaku w ciągu jednego dnia lub zmuszało do nocnej wędrówki. Natomiast partie szczytowe Pisciadu są praktycznie w ogóle nie osiągalne; przynajmniej nie wspinając się od północy. Ponieważ znajdujemy się po południowej stronie masywu, nie mamy do wyboru właściwie żadnych południowych ścian, a północne są albo zmarznięte, albo przemoczone lub wręcz poprzecinane schodzącymi z góry wodospadami. Ale co tu dużo filozofować? Przecież jedną ze ścian mamy dokładnie przed samym nosem: Mur Orientale de Pisciadu. Ścianę tą oglądaliśmy już pierwszego dnia z doliny. Przez ostatnie dwa dni mogliśmy się jej przyjrzeć z bliska. Mur Orientale (ściana wschodnia) jest środkowym stopniem masywu Pisciadu (na pierwszym jest nasz biwak, nad drugim wielki płaskowyż, na którym byliśmy wczoraj na 2530 m, a trzecie piętro to sam szczyt - 2985 m). Jest to pionowe urwisko o wysokości od 350 do 550 m. Mimo że ściana jest potężna, to cała eksploracja koncentruje sie na zaledwie trzech drogach: wschodnią, na lewo od "Żółtego Komina", wschodnio-północną na prawo od komina i północną drogą przez "Srebrne Płyty". Drogi te są wycenione na "bardzo trudne" do "nadzwyczaj trudne"; jedynie "Srebrne Płyty" mają miejsca skrajnie trudne. Właściwie to w sam raz dla nas. Trudności te powinniśmy bez problemów pokonać, a sam fakt że nocujemy pod ścianą pozwala nam na nieco późniejsze wejście w ścianę i przez to na więcej snu.
 
   
wstęp  |  1  |  2  |  3  |  4  |  5  |  6
Strony przygotował Michał Kalisz
Regulamin Cookies
Ciekawe strony o górach
Beskidy - Noclegi, Kwatery - Ustroń, Szczyrk, Wisła         Góry w Polsce