Nasza strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce.
Witamy jest, 23/11/8475 15:11:46 + Twój Profil             
 
 


Rozdziały
- Preludium
- Sorapiss
- Tofany
- Marmolada
- Sella i Piz Boe
- Powrót
- Porady


Szybki link
- Strona główna
- Aktualności
- Relacje
- Galerie
- Przewodnik
- Forum

- O nas
- Oferta
- Kontakt


Autor : wspólnie Ewa, Marta, Maciej, Adam
 
Tofany, czyli ferraty na śpiewająco.
(Cortina d'Ampezzo - Passo Falzarego - Rif. Dibona - Ferrata Lipella - Tofana di Roses - Rif. Giussiani - Rif. Dibona - Ferrata Olivieri - Punta Anna - Rif. Giussiani - Cortina d'Ampezzo)
 

Oj, to jeszcze nie koniec tego dnia! W Cortinie zero autobusów na Passo Falzarego, a pani w informacji uprzejmie informuje, że jedyna metoda dojazdu o tej porze jest taxi. Po krótkich targach korzystamy z jej rady (Marta całą drogę czaruje po włosku kierowcę, okazuje się, że niepotrzebnie - licznik i tak wskazuje mniej niż ustalona cena). Taksiarz proponuje dojazd pod samo schronisko, ale unosimy się honorem - każdy obciach ma swoje granice; po czym z ciężką reklamówką w rękach (panów), za pomocą której będziemy gasić pragnienie, drałujemy pod schronisko Dibona. Jest niemiłosiernie zatłoczone samochodami i opatrzone zakazem biwakowania, ale ponieważ ciemno się robi, lądujemy na pierwszym lepszym płaskim miejscu, ze szczerym zamiarem wczesnego wstania i zwinięcia namiotów z widoku ruszających w góry tłumów. Jak się rano okazało, rozbiliśmy się prawie na lądowisku helikoptera!

Nie wiadomo już, czy tutaj, czy wcześniej panowie zaczęli opowiadać kawały o Stirlitzu. Kilka z nich zostało kultowych, wartych zaprezentowania np.: "Stirlitz, idąc lasem, dostrzegł w dziupli żółte, święcące oczy. Dzięcioł, pomyślał Stirlitz. Sam jesteś dzięcioł, pomyślał Bormann" (ten sam dowcip możliwy w wersji z sową).

Z rana wyruszamy na prowadzącą na Tofanę di Rozes ferratę Lipella (uzasadniona 4 - trudno), bojowo nastawieni (widząc uprzednie zdjęcia z ferraty w Tkaczyku, nastawianie było uzasadnione). Po drodze doceniamy kaski na głowach, mając tylko dwie latarki na cztery głowy w tunelu z I wojny na początkowym fragmencie szlaku. Oczekiwanie w napotkanych korkach skracamy gromkim śpiewem pieśni z repertuaru polskich grup rockowych, a zwłaszcza Kultu, dobrze znanego Adamowi i Maciejowi. Nie wiemy tylko, dlaczego Włosi dziwnie się nam przyglądają. Nikt nas nie wyprzedza, stąd uzasadnione podejrzenie, że idziemy dość szybko, a końca ferraty nie widać. Było nie było, droga na szczyt (czyli 800 metrów w górę po samej ferracie, łącznie ponad 1200 metrów podejścia) zajmuje nam 6 godzin, zamiast proponowanych przez biblię 4. Mamy pierwsze podejrzenia - Tkaczyk kłamie! Po drodze zostaje sformalizowane i przećwiczone nasze zapytanie o wolna drogę, a później hasło wywoławcze i powitanie. Na zadane pytającym tonem "oj", wolną drogę oznacza gromka odpowiedz "jo". Nieziemsko spragnieni po ostatnim, ciągnącym się jak flaki z olejem piargu tuż przed szczytem, bez łyka wody, docieramy do celu - dla nas wszystkich pierwszego rekordu wysokości, wyprawy i życiowego (3224 m.n.p.m.). Przybijamy piątki, a jacyś Włosi wyciągają łapy - "Polacco"? Bravo, bravo!" Obiecujemy sobie po dużym piwie w schronisku Giussiani, bez względu na cenę, i ochoczo wydajemy po 8 tys. lirów.

Po drodze mamy nowy kultowy kawał:
"Stirlitz nie wiedział, co go zdradziło: czy czapka uszatka, czy buty walonki, czy tez może ciągnące się za nim linki od spadochronu".
Za nami też ciągną się sznurki od spadochronu, w postaci zwisających spod kurtek linek od lonż. I znowu rozbijamy się po ciemku, tym razem w dobrze zakamuflowanym miejscu, w lesie poniżej schroniska Dibona.

Wieczorem dyskusja, czy stać nas na ferratę Olivieri na Punta Anna i wejście następną ferratą na Tofanę di Mezzo. Do tej pory stopniowaliśmy napięcie, wędrując po ferratach "trudnych", z Lipellą wycenioną przez nas jako największe wyzwanie. Punta Anna to ferratka "bardzo trudna", a na kolejnej po niej, prowadzącej na Tofanę di Mezzo podobno bledną wrażenia z Punta Anna. Stwierdzamy z Martą, że jak komuś będzie za ciężko, to zawsze może dać sygnał do powrotu, co Maciek skomentował, że w tej ekipie nikt tego nie powie. Patrząc z perspektywy całego wyjazdu, miał absolutną rację. Nazajutrz w poważnych humorach, bez śpiewu i z niejakim niepokojem patrząc w zasnuwające się niebo atakujemy ferratę, dziewczyny na czele. Jakoś idzie, wrażenia w zupełności usatysfakcjonowałyby zwariowane kozice górskie, choć zdarzają się kilkuminutowe deliberacje, od której u licha strony podejść tę skałę??? Tworzymy nową klasyfikację dróg: luzik (czyli wszystkie "czwórki" do tej pory), prawie luzik (czyli ledwie dajemy radę) i "kamzik" (czyli tylko dla kozic, a my sobie darujemy). Po męczącej, półtoragodzinnej wspinaczce (uzasadniona 5), przybijamy tradycyjne (już) piątki na szczycie i rezygnujemy z dalszego ataku na Tofanę di Mezzo - jest późno, a nad nią są już ciemne chmury, choć panowie rozważają jeszcze podejście przez piarg od schroniska Giussiani. Po drodze w dół płacimy frycowe - wyśmiewamy od pajaców Niemców zjeżdżających w dół po stromym piargu razem z połową góry, podczas gdy my grzecznie wędrujemy ścieżką. Cóż z tego, jak ścieżka kończy się na niczym w podciętych skałkach, co zmusza nas do pokornego wzięcia przykładu z Niemców.

Wracamy w dół, zabieramy plecary i decydujemy się na nocleg na campingu w Cortinie. Do Cortiny wracamy stopem z wycieczką z Moraw. Chyba wyglądamy na zmarnowanych, bo ksiądz, stojący na czele wycieczki, częstuje nas jabłkami i chce nas koniecznie poratować lirami. W czasie podróży ratujemy się lekturą czeskiej prasy, w której najważniejszą informacją jest kontuzja stopy Martiny Hingis ("Hingisovo'u boli noha"). Na campingu nie dostajemy żadnych numerków na namiot, żadnego wyznaczonego miejsca, ani rachunku. Na dobrą sprawę mogliśmy wejść bezczelnie nic nie płacąc - obiecujemy sobie na przyszłość, że nie będziemy tacy głupi. I znowu rozbijamy się po ciemku.

 
   
wstęp  |  1  |  2  |  3  |  4  |  5  |  6
Strony przygotował Michał Kalisz
Regulamin Cookies
Ciekawe strony o górach
Beskidy - Noclegi, Kwatery - Ustroń, Szczyrk, Wisła         Góry w Polsce