Nasza strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce.
Witamy jest, 25/11/5888 15:11:59 + Twój Profil             
 
 


Rozdziały
- Preludium
- Sorapiss
- Tofany
- Marmolada
- Sella i Piz Boe
- Powrót
- Porady


Szybki link
- Strona główna
- Aktualności
- Relacje
- Galerie
- Przewodnik
- Forum

- O nas
- Oferta
- Kontakt


Autor : wspólnie Ewa, Marta, Maciej, Adam
 
Sorapiss, czyli gdzie te kopczyki?
(Wenecja - Cortina d'Ampezzo - Passo Tre Croci - Rif. Vandelli - Ferrata Vandelli - Biv. Comici - Ferrata Minazio - Biv. Slataper - Ferrata Berti - Rif. Vandelli - Cortina d'Ampezzo)
 

Lądujemy w Wenecji w środku nocy, godzinę przed czasem, wyrwani ze środka snu i nieco rozczarowani, że nie załapaliśmy się na obiecaną darmową kawę lub herbatę od przewoźnika. O 13 przybywamy do Cortiny, o 15 pakujemy się do Dolomiti Busa na Passo di Tre Croci (nieambitnie zrezygnowaliśmy z 1000 metrowego podejścia bezpośrednio z Cortiny na rzecz 2 godz. i 300 m z przełęczy). Dochodzimy na Lago del Sorapiss, jest schronisko Vandelli. Ludzi niewielu, pogoda "w dechę", no to walimy na nocleg na dziko nad jeziorko. Lago del Sorapiss ma nieziemsko niebieski kolor i wspaniała trawiasta plażę po drugiej stronie, na której się rozbijamy (nocleg ok. 2000 m. n.p.m.). Towarzyszą nam jeszcze dwa inne namiociki innych biwakowiczów na dziko, dyskretnie pochowane w krzakach. Jest pięknie. Na kolacje każdy prześciga się w wyciąganiu żarcia z plecaków (będzie lżej), ustalamy kolejność mycia menażek po grze w marynarza (ciekawe ze pomimo 14 dni kolejka nie doszła do ostatniej osoby).

We wtorek rano zwijamy się wcześnie, niepewni czy nas nikt nie pogoni za nocleg na dziko. Za radą Tkaczyka obieramy rundkę trzech ferrat: Vandelli, Minazio, Berti, z biwakami: Comici i Slataper po drodze. Jeszcze przegląd sprzętu; najbardziej zróżnicowane mamy kaski: profesjonalny, speleologiczny, budowlany z urżniętym daszkiem i rowerowy. Mamy też jedną profesjonalną lonżę (którą zakupił Adam po tym, jak Maciej odpisał, że w przypadku braku lonży ma odpowiednio przystosowane kawałki drutu), jedną z podejrzanie cienkiej linki, na razie bez karabinków, i kilka stalowych i sznurowych linek luzem. Marta ma, bogu dzięki, zapas karabinków i kupę niepotrzebnego sprzętu wciśniętego przez ojca speleologa (np. "małpę" do zjazdów na linie). Tylko Adam ma płytkę hamującą - tzw. "shock absorber". Zachodzimy w głowę, o co chodzi z tą płytką hamującą?

Zostawiamy bagaż w schronisku i podchodzimy wreszcie pod ścianę, obstawiając którędy idzie ferrata. Tkaczyk pisze, ze jest "trudna" (4 w klasyfikacji na 6). Jesteśmy wielce niepewni co do skali trudności, w niektórych internetowych sprawozdaniach twierdzono, że odpowiada to Orlej, a inni że Orla Perć to w kategorii Dolomitów droga prawie bez trudności. Ubieramy sprzęt (co zajmuje aż pół godziny) i startujemy. Okazało się, że jest całkiem spoko. Pełni zaufania we własne siły przechodzimy Vandelli, mijamy biwak Comici, zostawiwszy wpis dla znanej nam z mejli Ani, (Ania wybrała się w Dolomity z koleżanką, ale dzień później), i ferratą - "trawiattą" Minazio (de facto 1 - bez trudności), i półeczkami w kosodrzewinie drałujemy do noclegu w biwaku Slataper. Podobno nie ma tam wody, wiec spragnieni w ostrym słońcu, łapiemy wodę dosłownie skapującą ze ściany, czasem na żywca ją zlizując. Udaje nam się złapać z litr, ale dalej spotykamy mały ciurczek, który napełnia nam butelki i likwiduje konieczność topienia śniegu. Widać cel - metalową kapsułę na 9 miejsc, które mogą być zajęte, jeśli więcej luda wpadnie na pomyśl noclegu. No więc Marta modli się całą drogę, żeby nie było tam więcej ludzi niż 5 sztuk. Po 8 godzinach wędrówki przez kosówkę, a potem cudownie sielsko- zieloną dolinę i męczącym 600 metrów w górę po piargu dochodzimy do biwaku, postawionego na skalnych płytach na przełęczy (ok. 2600 m.n.p.m.). Bozia spełniła prośby Marty, jest trzech Włochów, tyle ze łóżek tez tylko trzy, bo pozostałe prycze są jakoś zdemolowane. Na szczęście jest dość miejsca na podłodze. Gotujemy "pulpę" czyli 250 g makaronu w zupie grochowej, niemiłosiernie przyklejonego do menażki. Wymyślamy też nową zabawę - co wynika z nieodpartego pragnienia. Polega na zakazie używania słów "piwo" i "wino" - żadnego z tych napitków niestety nie mamy ze sobą. Karą jest stawianie kolejki, i jakoś do rana wszyscy się łapiemy, wzajemnie podpuszczając (niektórzy nawet wpadli po 2 razy). Zabieramy Włochom koce i losujemy, kto śpi na jedynym materacu pod stołem (jakoś dziwnie nikt nie chce). W nocy jest piekielnie gorąco, Włosi wstają o 4.15 (cholera wie po co), a my, jakieś 3 godzinki później, widzimy na dzień dobry kozice - (przyjęliśmy dla nich słowacka nazwę "kamzik") pozujące do zdjęć o jakieś 5 metrów od Adama. Jest pięknie!

Na dzień dobry zejście ferratą Berti prowadzi w głąb kotła - oznaczona też jako trudna, ale okazuje się kapkę trudniejsza od wczorajszej. Ale co to dla nas! Szukamy po drodze nieoszlakowanego i nieoznaczonego na mapach, ale podobno zamarkowanego kopczykami wejścia na Punta Sorapiss (ok. 3200 m). Wiemy, że istnieje takowe zgodnie z relacja wspomnianej wyżej Ani, która ruszyła w Sorapiss dzień po nas, jak dowiedzieliśmy się z sms-ów. I wielkie nic, kopczyków zero, ściana szczytowa straszy pionem. Czując się rozgrzeszeni brakiem możliwości wejścia na szczyt, wracamy nad jeziorko, gdzie pod drodze wita nas wczorajsze noclegowisko zawalone tłumem plażujących ludzi. Ewa jeszcze zalicza w międzyczasie nieplanowany i słabo kontrolowany zjazd po 30 metrowej spłachetce śniegu, w wyniku nieco pospiesznej próby przekroczenia go w górnej części, zakończony na szczęście bez szwanku miękkim lądowaniem w głębokim piargu. Przepakowujemy bety i po krótkim plażowaniu nad jeziorkiem z żalem żegnamy dziki i pusty (w górnej części przynajmniej) Sorapiss.
Adam w dół rusza pierwszy, nadając ostre tempo i dzięki tempu łapiemy z dwu minutowym zapasem Dolomiti Bus z powrotem do Cortiny, spóźniony zresztą o pół godzimy. To się nazywa szczęście, lub właściwa osoba na prowadzeniu!

 
   
wstęp  |  1  |  2  |  3  |  4  |  5  |  6
Strony przygotował Michał Kalisz
Regulamin Cookies
Ciekawe strony o górach
Beskidy - Noclegi, Kwatery - Ustroń, Szczyrk, Wisła         Góry w Polsce