Nasza strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce.
Witamy jest, 25/11/5823 15:11:59 + Twój Profil             
 
 


Rozdziały
- Wstęp
- Podróż
- Dolomity
- Alpy
- Powrót
- Informacje


Szybki link
- Strona główna
- Aktualności
- Relacje
- Galerie
- Przewodnik
- Forum

- O nas
- Oferta
- Kontakt


Autor : Michał Kalisz
 
Pierwsze lodowce w naszej karierze.
 
      Z Aosty udaliśmy się autobusem ( 3 dziennie - około 8, 12 i 17) do Pontu w dolinie Valsavaranche. Droga ta stromymi serpentynami pnie się z doliny Aosty (500 m. npm), na wysokość około 2000m gdzie kończy się dużym parkingiem i kempingiem ( niestety drogim ). Miejscowość Pont to kilka rozwalających się prawdopodobnie zabytkowych domów i hotel. Niby nic ciekawego, ale my jak zwykle w jednym z takich domów znaleźliśmy darmowe miejsce na nocleg ( w sumie wyszły nawet 3 noclegi ). Z tego miejsca po przeczekaniu dnia brzydkiej pogody o godzinie 1.00 w nocy uderzyliśmy w górę do schroniska Victorio Emmanuelle II ok. 2700m by zmierzyć się ze szczytem Gran Paradiso ( 4061m npm). Miał to być mój pierwszy czterotysięczny szczyt, wszyscy zastanawialiśmy się jak będzie i czy się uda. Dojście do schroniska zajęło nam 2 godziny i po dojściu okazało się, że jeszcze wszyscy śpią dopiero po kilku minutach któś się obudził i na nasze pytanie kiedy wychodzą ludzie na szczyt GP, odpowiedział że ok. 4.30 - 5. Ponieważ już była 4.00 postanowiliśmy wyruszyć i iść jako pierwsi. Na dole lodowca związaliśmy się liną i ruszyliśmy do góry. Jak się okazało poruszanie się po prostym i bezpiecznym lodowcu nie przedstawia żadnych trudności. Im wyżej szliśmy do góry tym większy wiatr się zrywał. Momentami był naprawdę bardzo silny, ale były też długie momenty niemal bezwietrzne. Około granicy 3700m, nasze oddechy wyraźnie się skróciły i trzeba było robić więcej krótkich przerw na wyrównanie oddechu. Jednak wejście na wysokość 4000m dla zdrowego organizmu przy wstępnej aklimatyzacji ( czyt. zdobycie górki 3000m ), nie jest jakieś wyjątkowo męczące. Droga na szczyt ze schroniska to jakieś 4-5h dreptania po lodowcu, ale naprawdę warto bo widoki ze szczytu są znakomite : Masywy Mont Blanc, Ecrins, Dom, oraz Matterhorn są widoczne jak na dłoni. Dobra pogoda i piękne widoki wprawiły nas w dobre humory i dodały dodatkowych sił. Zejście to już była sama przyjemność, uporaliśmy się z nim bardzo szyvbo i jeśli odjąć 2h opalania się pod schroniskiem to cała trasa ze szczytu do Pontu zajęła by nam 4h. Ogólnie Gran Paradiso jest mocno uczęszczanym obszarem. Na szczyt w pogodny dzień wchodzi sporo ludzi i nie ma za dużych problemów orientacyjnych. W dolinie Valsavaranche, turystów jest jeszcze więcej, ale nie tak dużo jak na szlakach tatrzańskich i dlatego wypoczynek tu to czysta przyjemność ( trzeba pamiętać, że ten opis dotyczy już okresu po sezonie urlopowym we Włoszech ). Pożegnaliśmy Pont szczęśliwi, że udało się łatwo zdobyć GP i mając nadzieję na łatwe zdobycie Monte Bianco.
      Pobyt pod Mont Blanc zapowiadał się fajnie. Już na wstępnie koło jeziora Lac du Combal ( z Courmayeur kursuje do pobliskiego parkingu autobus miejski , co godzinę ) odkryliśmy betonowy bunkier, jako tako nadający się do spędzenia tu nocy. Nie była to może jakaś ekstra chatka w stylu "dolomitowym", ale znowu nie musieliśmy rozstawiać namiotu. Choć obok był kawałek płaskiego terenu na którym można by było się rozbić. W nocy niespodziewanie zawitały do nas 2 nietoperze, które chyba tu miały swóją kryjąwkę, ale jakoś zgodnie podzieliliśmy się miejscem do spania, one zajęły sufit a my podłogę -;). Rano zabraliśmy cały sprzęt po 30kg ( mieliśmy nawet namiot licząc, że rozstawimy go sobie pod schroniskiem ) na łebka i zaczęliśmy nasze najdłuższe podejście, które lekko liczyło 1000m do schroniska Gonnella 3071m. Droga była długa, ale ciekawa... ( nawet bardzo ciekawa ). Najpierw ze 3h przez morenę lodowca, a potem ze 3h trawersem do góry po skale. Miejscami było przepaściście i stromo. Droga częściowo była ubezpieczona łańcuchami i drabinkami. Z ciężkim plecakiem niezwykle niewygodnie i męcząco się szło. Tuż przed końcem trzeba było założyć nawet raki i wyjąć czekan by przetrawersować pole śnieżne. Trasa ogólnie z ciężkim plecakiem jest trudna i polecam przed wyjściem na nią maksymalnie zmiejszyć ciężar wora np. poprzez pozbycie się namiotu. Tak właśnie ... po prostu w górze przy schronisku nie ma go gdzie rozbić. Schronisko jest i tak już maksymalnie wciśnięte w skałę i obok nie ma miejsca. Nawet lądowisko helikoptera zostało zbudowane na metalowej platformie. Przenocować zatem możemy tylko w schronisku, lub jeśli jest poza sezonem ( sezon to prawdopodobnie tylko lipiec - sierpień, albo okresy ładnej pogody umożliwiające zdobywanie MB ), w schronisku tzw. zimowym, które jest darmowe. Nam udało się trafić w ten okres, w którym za schronisko się nie płaciło. Z nami tego samego dnia weszły do schroniska jeszcze 3 osoby ( Polacy, ...oczywiście ). Potem oni zeszli, a my zostaliśmy sami. Nie było nam dane jednak zdobyć MB w tym roku gdyż dwie noce pod rząd padał ostry śnieg tak, że zdecydowaliśmy się na zejście, które i tak już częściowo było zasypane. Naprawdę zejście z 30kg plecakiem było bardzo cięźkie i niebezpieczne ( nie polecam nikomu ). Sprawę zasadniczo utrudnił świeży śnieg, ale jakoś szczęśliwie znaleźliśmy się na dole. Niesamowite emocje i przygody, powoli się kończyły. Zostało nam tylko spędzić noc na kempingu Dzerotta ( polecam ) i wrócić do domu.
 
   
wstęp  |  1  |  2  |  3  |  4  |  5
Strony przygotował Michał Kalisz
Regulamin Cookies
Ciekawe strony o górach
Beskidy - Noclegi, Kwatery - Ustroń, Szczyrk, Wisła         Góry w Polsce