Nasza strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce.
Witamy jest, 25/11/4829 15:11:59 + Twój Profil             
 
 


Rozdziały
- Wstęp
- Podróż
- Dolomity
- Alpy
- Powrót
- Informacje


Szybki link
- Strona główna
- Aktualności
- Relacje
- Galerie
- Przewodnik
- Forum

- O nas
- Oferta
- Kontakt


Autor : Michał Kalisz
 
Kolejny raz w Dolomitach.
 
      Kemping "Civetta" w Pecolu jest bardzo porządny i można tu naprawdę odpocząc. Mamy do dyspozycji ciepłą wodę, stół do ping-ponga, jadalnię, suszarnie oraz pralnie. Do dyspozycji przybyszów, są również małe domki połączone z przyczepami tzw "caravans", ale zazwyczaj są wszystkie pozajmowane. Moje zdziwienie było wielkie gdy właścicielka kempingu poznałą mnie i radośnie stwierdziłą, że już tu kiedyś byłem. I rzeczywiście 2 lata temu spędziłem tu 3 dniowe załamanie pogody. Jednak to miło, że ktoś mnie pamiętał. Dzięki zresztą tej znajomości na koniec pobytu w Pecolu, zostaliśmy podwiezieni na Passo Duran firmowym autem, co zaoszczędziło na mnóstwo czasu i kłopotów.
      Następnego dnia wystartowaliśmy z kepingu na Monte Pelmo 3168 npm. Zdawaliśmy sobie sprawę, że to będzie długa wycieczka. I rzeczywiście zajeła nam coś około 11h marszu, ale naprawdę warto. Trasa z Pecolu to co prawda około 1700m przewyższenia, które musimy pokonać, więc widać że jest to trasa dla turystów posiadających trochę lepszą kondycję niż przeciętna. Jeśli ktoś czuje że to za długa trasa, można zawsze przenocować w schronisku Venezia na wysokości około 2000m. Z mojego doświadczenia wynika, że można za zgodą właściciela rozbić obok schroniska namiot. Trasa na Monte Pelmo jest bardzo interesująca i można podzielić ją na 4 etapy. Pierwszy etap to dojście pod skały, to zadanie najłatwiejsze po prostu trzeba w odpowiednim momencie skręcić na dobrą ścieżkę biegnącą poprzez piargi. Po podejściu pod skałę widać znaki informujące o początku przejścia oraz kamienne kopczyki. Drugi etap to skalne półeczki, są dosyć powietrzne i nie ubezpieczone ( jak cała ta trasa, uwaga to nie jest via ferrata ). Miejscami są spity do założenia własnej liny. Gdy jednak na trasie nie ma śniegu co jest raczej normą w sierpniu, lina nie będzie potrzebna ( choć jak ktoś ma może zabrać oczywiście ). Trzecia faza to jest przjeście kotła Monte Pelmo. Jest to faza dość żmudna, strome podejście piargiem i skałami do górnego kotła. W zejściu w razie gorszej pogody, mogą pojawić się trudnosci orientacyjne. Należy wtedy trzymać się lewej strony kotła a na samym dole zdecydowanie wykręcić bardziej na południowy wschód. W ogóle warto uważać tak by odpowiednio wejść w system skalnych półek. Ostatnia faza to wejście na szczyt. We mgle może wydać się trochę trudniejsze ale w rzeczywistości nie jest. Wystarczy skierować się na przełączkę leżącą na zachodzie między głównym wierzchołkiem a wierzchołkiem południowym. Z przełączki w prawo z początku prawą stroną grani, potem granią na szczyt. Na szczycie stoi krzyż, więc jest to dobry punkt orientacyjny. Wycieczka w przypadku słonecznej pogody orientacyjnie nie przynosi żadnych problemów i jest wspaniała. Od schroniska Venezia wejście zajmie nam od 3,5h (szybko) do 5h (wolno). W zejściu około 3h. Po zejściu ze szczytu byliśmy z kolegą nieźle zmęczeni i bolały nas nogi, ale następnego dnia twardo wystartowaliśmy na Civettę.
      Civetta 3220 npm. kusiła nas swoją ciekawą ferratą Aleghesi. Przechodziłem ją co prawda już raz, ale ta świetna droga wydawała się celem godnym powtórzenia. I rzeczywiści przejscie jej sprawiło nam wielką przyjemność. Co prawda z Pecolu jest to znowu 1800 metrów przewyższenia, ale widoki przy słonecznej pogodzie całkowicie wynagradzają trud tej trasy. Dla mniej wytrwałych polecam start ze schroniska Coldai około 2000m, ale z miejscem na namiot tuż przy schronisku mogą być problemy , po prstu nie ma za dużo płaskiego. W okolicach 15 minut drogi na pewno jednak coś znajdziemy. Via ferrata Alleghesi może być z powodzeniem zrobiona przez turystę, który przechodził już np. "Orlą.." w Tatrach. Jednak trzeba zaznaczyć że jest to trasa bardziej wyczerpująca i mająca zdecydowanie więcej emocjonujących miejsc. Sprzęt do via ferrat - potrzebny ( kask, może, ale nie musi, się przydać). Wejście od schroniska Coldai na szcyt zajmie nam około 3-3,5h ( szybko ). Cała wycieczka trwała zresztą znowu 11h, ale naprawdę warto.
      Po tych dwóch szczytach przenieśliśmy się w masyw Moiazzy z zamiarem przejścia ferraty Costantini, która jest uważana za jedną z dwóch najtrudniejszych w Dolomitach. Ku naszemu niezadowoleniu, zaczęło padać i nasz pobyt w tym rejonie ograniczyliśmy do pobytu w pięknej darmowej chatce Malga Duran, którą gmina Agordino wyremontowała i utrzymuje dla turystów w razie załamania pogody własńie. Włosi oczywiście z tego wspaniałego miejsca nie korzytają, ale my byliśmy zachwyceni. W środku było miejsce na ognisko, kuchenka węglowa ( na drewno ), stół krzesła i stryszek, a poza tym cały sprzęt kuchenny i trochę jedzenia. Chatka ta znajduje się pomiędzy Passo Duaran a rif. Concatrin, jakieś 15min od schronsiak. Pobyt w takiej chatce w mniej pogodne dni to naprawdę znaczące udogodnienie. Polecam ją wszystkim. Postaniowiliśmy że nie będziemy czekać na poprawę pogody i kolejny mniej pogodny dzień przeznaczyliśmy na trasport do Frasenne pod ferratę Stella Alpina, która wg. Przewodnika p. Tkaczyka miała być najtrudniejsza w Dolomitach.
      … I była, co się okazało już następnego dnia. Trasa na Mont Agner jest generalnie bardzo ciekawa i zróżnicowana, ale jej pierwszy fragment , czyli "Stella Alpina" to rzeczywiście już bardziej trasa wspinaczkowa. Gdyby nie stalowe haki i liny śmiało bym powiedział, ze są tam miejsca piątkowe (V). Na krótkim w sumie odcinku "via ferraty" mamy do czynienia z pionowymi ściankami i zacięciami. Czasem brakuje wygodnego oparcia dla stóp i trzeba wspinać się zapieraczką. Przejście tego odcinka wymaga naprawdę sporych umiejętności i niewrażliwości na ekspozycję. Dla zwykłego turysty z Polski nie jest to najlepsza trasa na zapoznawanie się z Dolomitami. Mi osobiście największy problem sprawił pierwszy i ostatni fragment ferraty. Z początku po prostu myślałem że jest prostsza i odpowiednio się nie zmobilizowałem do walki, a końcowy fragment .. no cóż zobaczcie sami. Po przejściu "via-ferraty" idziemy trawersem do biwaku Busnish a stamtąd możemy udać się na szczyt Mont Agner - tak zresztą z kolegą uczyniłem i naprawdę było warto ( widoki w dół na Agordo jak z samolotu ).
      Po tych przygodach wycofaliśmy się z rif. Scarpa ( nocleg w namiocie obok za zgodą właściciela, lub w chatce na betonowych palach ) i uderzyliśmy w dół by natępnego dnia autobusem i pociągami pojechać do Aosty. Jechaliśmy z Frasenne do Bolzano a dalej via Verona - Milano - Chivassso - Ivrea do Aosty. Cała podróż zajęła nam ok. 12h przejechaliśmy z 600km , a kosztowało nas to po 100zł ( i to tak było tanio, korzystaliśmy tylko z pociągów Dirreto i Regionale ). Uwaga !!! obecnie od lipca 2001, droga kolejowa Ivrea- Aosta jest cześciowo zamknięta. Pociąg dojeżdża tylko do Bolcfranco, tam trzeba się przesiąść w podstawiony przez włoskie koleje autobus.
 
   
wstęp  |  1  |  2  |  3  |  4  |  5
Strony przygotował Michał Kalisz
Regulamin Cookies
Ciekawe strony o górach
Beskidy - Noclegi, Kwatery - Ustroń, Szczyrk, Wisła         Góry w Polsce