Nasza strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce.
Witamy jest, 11/12/2017 16:17:07 + Twój Profil             
 
 


Rozdziały
- Dolomity 2000


Szybki link
- Strona główna
- Aktualności
- Relacje
- Galerie
- Przewodnik
- Forum

- O nas
- Oferta
- Kontakt


Autor : Michał Kalisz
 
Krótki opis wyjazdu w Dolomity w roku 2000.
 

1. Zachęcony wspaniałym wyjazdem w Dolomity w poprzednim roku również w roku 2000 udałem się w te przepiękne włoskie góry. Jako że jechałem bezpośrednio z Rzymu z obchodów sierpniowego Jubileuszu Młodzieży. W Wenecji spotkałem się z kolegą Wojtkiem i Damianem z klubu SKG, którzy po raz pierwszy jechali w te góry. Kilka godzin przeznaczyliśmy na zwiedzanie Wenecji a potem ruszylismy w drogę do Longarone w masyw Bosconero. Jest to bardzo dzika grupa górska. Brak tu stromych ferrat a jedynym wrogiem turysty z ciężkim plecakiem są piargi, piargi i ......... a właśnie że nie tylko piargi, ale również brak wody w środku masywu. Męcząc się troszkę jako że to był pierwszy dzień górski przeszliśmy wspaniały trasę między biwakiem Busnich ( naprawdę jest wspaniały, jest w środku wszystko, a na zewnątrz ujęcie wody - fantastyczna sprawa dla samodzielnego turysty - polecam nocleg tam ) a rif. Bosconero. Trasa zajęła nam z dużymi plecakami cały dzień, ale było warto. Jedank z perspektywy czasu wydaje mi się, że jak na pierwszy dzień było to za trudne i zbyt nużące. Namiot rozbiliśmy, dzięki gościnności gospodarzy schroniska, tuż obok budynku. A rankiem przenosząc się w masyw Monte Pelmo skorzystaliśmy z komunikacji "na stopa". Generalnie - sporo jeździlismy "stopem" i spaliśmy na dziko w namiocie, ale takie rozwiązanie bylo najtańsze i cały wyjazd trwający 3 tyg. z przejazdem autokarowym wyniósł nas nie więcej niż 900-1000zł. Czasem korzystalismy też z komunikacji autobusowej "DolomitiBus" lub "SAD", albo z biwaków w których nocowaliśmy. Generalnie pierwszy mój wyjazd pod względem organizacji był trudniejszy gdyż nie wiedziałem nic o Dolomitach, teraz było już znacznie łatwiej.

2. Kolejny nasz cel Monte Pelmo - na który prowadziła alpejska trasa z prawdziwego zdarzenia ( nie żadna "via ferrata" - a podobno trudna trasa wysokogórska ) wydawał nam się z początku bardzo trudny, szczególnie że przewodnik i właściciel schroniska informował o 2-3 miejscach gdzie warto założyć sobie linę. My takowej nie mieliśmy, ale postanowiliśmy przynajmniej spróbować. Jak się potem okazało wspomniany odcinek, gdy skała jest sucha i nie zalega tam śnieg jest łatwy ( w Polskich Tatrach, na pewno nie ma tak trudnego ) i przechodzi się go bez dodatkowego ubezpieczenia. Cała droga wywarła na mnie duże wrażenie. Ekspozycja jest spora, ściana ogromna a wielki kocioł Monte Pelmo nawet dość trudny nawigacyjnie ( w gorszych warunkach atmosferycznych ). Niemniej trasa była wspaniała a widoki ze szczytu fantastyczne.

3. W kolejnych dniach odwiedziliśmy masyw Sorapiss. I zrobiliśmy trzy trudne ferraty w tym rejonie. Znajdują się tam fantastyczne biwaki nadające się na nocleg, ale poważnym ich mankamentem jest brak wody. Okrażenie całego masywu Sorapsiss zajmuje cały długi dzień i jest naprawdę poważny6m przedsięwzięciem wysokogórskim w razie załamania pogody, mogą wystąpć poważne trudności z zamknięciem całej pętli a tym samym powrotem do punktu wyjścia ( czyli do bagaży, ew samochodu ). Trasę tę na pewno należy pokonywać w sprzyjających i stabilnuych warunkach pogodowych. Po Sorapsiis nasze kroki skierowały się w stronę Tofan a konkretnie na Tofanę di Mezzo, którą zdobylismy trasą dwóch bardzo trudnych ferrat przez Punta Ana. Powietrzny trawers opisywany w przewodmiku , rzeczywiście dostarczył nam sporo wrażeń. Trasa ta jest po prostu fantastyczna i zachwyci każdego ambitniejszego górołaza. Na koniec pobytu zafundowaliśmy sobie wizytę w rejonie Marmolady - połączoną z wejściem na ten potężny szczyt. Wycofując się z rejonu Marmolady w masyw Pali Zaskoczyła nas burza i zmuszeni byliśmy po zgubieniu szlaku do awaryjnego noclegu na stromym zboczu pod jakimiś drzewami. Przygoda ta była niesamowita i dostarczyła nam sporo wrażeń. Dzięki jedak naszemu wyposażeniu i poprawie pogody mogliśmy spokojnie przetrwać tę noc. A kolejną spędzilismy już w najfajniejszej chatce w jakiej byłem w Dolomitach - Baita Giovanni Paolo I. Jest tam wszstko co potrzeba turyście do szcześcia ( woda, piec, stół, dużo miejsca ). Chatka ta została wyremontowana i jest utrzymywana przez pobliskie miasteczko.

W masywie Pali zrobiliśmy jescze bardzo trudną ferratę Bolver-Lugli. Oraz podeszliśmy pod ferratę Stella-Alpina, ale trochę zabrakło nam już czasu i zdecydowanie pogorszyła się pogoda, więc zrezygnowaliśmy z próby jej przejścia. Tak zakończyły się moje kolejne wakacje w Dolomitach...

4. Wróciłem z Dolomitów bardzo szczęśliwy. To są naprawdę pięne góry i warto je odwiedzić. Pozostał pewien niedosyt, nie zdobyta ferrata "Stella Alpina". Byc może i w przyszłym roku pokuszę się o przejście tej najtrudniejszej turystycznej drogi w Dolomitach.

 
   
wstęp
Strony przygotował Michał Kalisz
Regulamin Cookies
Ciekawe strony o górach
Beskidy - Noclegi, Kwatery - Ustroń, Szczyrk, Wisła         Góry w Polsce