Nasza strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce.
Witamy jest, 25/11/8014 15:12:00 + Twój Profil             
 
 


Rozdziały
- Wstęp
- Tre Cime
- Tofany
- Marmolada
- Koniec


Szybki link
- Strona główna
- Aktualności
- Relacje
- Galerie
- Przewodnik
- Forum

- O nas
- Oferta
- Kontakt


Autor : Tomasz Słomiński
 
Koniec
 
Jak wiadomo, czas płynie najszybciej podczas dobrej zabawy i nawet się nie obejrzeliśmy jak zaplanowane trzy tygodnie wyprawy miały się ku końcowi. Na ostatnią wycieczkę wybraliśmy bardzo trudną ferratę na północno- wschodniej ścianie Marmolady, a raczej najniższego z jej trzech wierzchołków: Punta Serauta. Miał to być "mocny akcent" na zakończenie i trafiliśmy w dziesiątkę. U stóp tej osiemsetmetrowej ściany stanęliśmy w pełnym słońcu, a widoki dookoła były naprawdę urzekające. Od samego początku ubezpieczeń musieliśmy wspinać się przez system płyt skalnych, z których niektóre nie dawały żadnych uchwytów czy stopni. Pozostawało jedynie ostrożne pokonywanie ich na tarcie, co często znacznie ułatwiało obuwie o odpowiedniej podeszwie. Wraz ze zdobywaniem wysokości wijąca się w dole wstążka drogi stawała się coraz węższa, a wyłaniający się coraz szerszy krajobraz pozwalał na podziwianie szczytów odległych nawet o kilkadziesiąt kilometrów. Po trzech godzinach wspinaczka wyprowadziła nas prawie pod sam wierzchołek, gdzie z żalem stwierdziliśmy, iż jest on niestety niedostępny bez dodatkowego sprzętu. Głowna linia ubezpieczeń omija go i trzeba by zaryzykowac dość trudną wspinaczkę "na żywca". Zdecydowaliśmy z niej zrezygnowac i podążyliśmy dalej. Po wyjściu na główną grań masywu Punta Serauta ujrzeliśmy schronisko ku któremu zmierzaliśmy. Wydawało się ono być o pół godziny marszu. Nic bardziej błędnego. Pokonanie grani biegnącej na wysokości prawie trzech tysięcy metrów zajęło nam tyle samo czasu co wspinaczka w pierwszej części trasy. Grań miejscami bardzo wąska zmuszała często do schodzenia w dół i trawersowania trudniejszych odcinków, a powcinane w nia uskoki też nie ułatwiały życia. W sumie przejście całej trasy zajęło nam sześć godzin, co dokładnie odpowiadało zapowiedziom na tablicy u podnóża góry. Trudności, z którymi się spotkaliśmy tak oswoiły nas z niebezpieczeństwem, iż krótkie ubezpieczone fragmenty trasy zejściowej pokonaliśmy już bez żadnych osobistych zabezpieczeń. Dzień ten był dla nas naprawdę godnym zakończeniem całej wyprawy. W Dolomitach pozostaliśmy jeszcze jeden dzień, który spędziliśmy na upychaniu rzeczy i sprzętu w samochody, po czym z postanowieniem powrotu opuściliśmy te wspaniałe góry.

Wróciliśmy, a jakże, niespełna po roku - w lipcu 1997 roku. Tym razem jednak Dolomity były tylko przystankiem, terenem treningowym, przed wyjazdem w Alpy. Z powodu wspomnianych już na początku opłat za czeskie i austriackie autostrady tym razem wybraliśmy trasę dojazdu przez Niemcy. Mimo iż jest ona dluższa od naszej zeszłorocznej trasy można ją pokonać (podróżując z Polski północnej) w krótszym czasie. Nie unikniemy jednak wykupienia znaczka na autostrady austriackie. Są one dostępne na jeden lub dwa tygodnie, dwa miesiące lub cały rok, zatem można dopasować opłatę do planowanego terminu powrotu. Jak już wspomniałem za drugim razem w Dolomitach zatrzymaliśmy się głównie w celu wyszlifowania kondycji przed wyjazdem w Alpy. Posłużyły ku temu trzy trasy. Jako pierwszy pokonaliśmy trzydniowy trawers masywu Sorapiss. Jest on doskonale ułożony, ponieważ na koniec każdego dnia mieliśmy możliwość przenocowania w ustawionych w górach kapsułach biwakowych (odpadło noszenie namiotów!). Jedynie brak wody w pobliżu noclegów stanowił poważny problem. Pozostałe dwie trasy znajdowały się w masywie Pala, w którym przewyższenia pomiędzy punktem wyjścia a punktem docelowym dochodzą czasem do 2000 metrów (!!!).

Na koniec chciałbym jeszcze raz gorąco polecić odwiedzenie tych pięknych gór, które zaskakują na każdym kroku. Można tu wyjść na spacer ścieżką wśród jodeł i świerków, zupełnie jak na "ścieżce pod reglami" lub wspinać się trudnymi wielkościanowymi drogami bez obawy o życie (przy zastosowaniu wspomnianych zabezpieczeń). Dolomity są ogromne i z pewnościa każdy znajdzie w nich coś dla siebie. A jeżeli (lub raczej: kiedy) już tam będziecie, pamiętajcie, iż jesteście tam gośćmi. Polscy turyści są zawsze mile widziani i niech tak pozostanie.
 
   
wstęp  |  1  |  2  |  3  |  4
Strony przygotował Michał Kalisz
Regulamin Cookies
Ciekawe strony o górach
Beskidy - Noclegi, Kwatery - Ustroń, Szczyrk, Wisła         Góry w Polsce